Majowa wyprawa Stowarzyszenia Wychowanków AGH
„MAROKO – 2026”
Po Egipcie (2024), Turcji (2025) w 2026 roku wychowankowie AGH i sympatycy wyruszyli z biurem turystycznym Rainbow na północno-zachodnie wybrzeże Afryki do malowniczego Maroka. W 30 osobowej grupie podróżników znalazło się między innymi trzech absolwentów krakowskiego Technikum Górnictwa Odkrywkowego: prof. Wiesław Kozioł, mgr inż. Janusz Misiewicz (jego kolega z klasy) oraz piszący tę relację prof. Piotr Czaja, a piszę o tym dlatego, że właśnie w tym technikum przed 60 laty nasz, nauczyciel rysunku odręcznego. artysta malarz –profesor Antoni Bartkowski, opowiadał nam o swojej podróży do Casablanki wzbudzając w naszych młodych umysłach podziw i marzenia. Minęło ponad pół wieku i moje chłopięce marzenia się spełniają. W tę piękną podróż wyruszyliśmy jako ludzie dojrzali i spełnieni zawodowo, wystarczająco zasobni ekonomicznie, w większości przebywający już na emeryturach i ciągle ciekawi świata oraz spełnienia kolejnych, a głównie tamtych młodzieńczych marzeń. Czy może być coś piękniejszego jak opuścić zdające z uśmiechem maturę wnuczęta, nocą przemieścić się na lotnisko i po 4 godzinach wylądować na afrykańskim – spalonym od słońca – lądzie. Gdy piszę te słowa jesteśmy na wysokości 11 km nad ziemią i właśnie przekraczamy linię brzegową Morza Śródziemnego i Maroka. W oddali po prawej stronie samolotu piękny widok na cieśninę Gibraltaru, a za nim już afrykański ląd.
Naszą podróż zatytułowaną „Maroko – błękitna północ”, przedstawia schematycznie poniższa mapka.
Po 4 godz. 15 min lotu lądujemy w Agadirze – mieście położonym niemal na południowych rubieżach Maroka, jak się okazuje miasta zbudowanego od podstaw w ciągu ostatnich 66 lat. W dramatycznym trzęsieniu ziemi w 1960 roku miasto to zostało zrównane z ziemią. Odbudowano je jako miasto nowoczesne, dobrze zorganizowane. Z hotelu krótkim zejściem można było dotrzeć nad ocean Atlantycki, na którego brzegu rozciąga się na 15 km długa i piękna plaża z szeroką promenadą spacerową.


Atlantycka plaża w Agadirze (fot. P. Czaja)
Pierwsze wrażenia z plaży – to huraganowy wiatr, który nie zachęcał do spaceru ani plażowania. Miasto jest kompletnie nowobudowane, więc nie było tu czego zwiedzać. Po pierwszym noclegu udaliśmy się do legendarnego Marrakeszu, drugiego co do wielkości miasta Maroka leżącego u podnóża Atlasu Wysokiego – głównego pasma górskiego tego kraju z najwyższym szczytem Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Milionowe miasto zwane „miastem czerwonym”. Istotnie większość budynków ma elewacje koloru ceglastego lub odcieniu czerwieni.
Punktem centralnym Marrakeszu jest gigantyczny plac Dżami al-Fana przed meczetem Koutoubia, gdzie koncentruje się głownie ruch turystyczny i codzienne życie miejscowych sprzedawców. Z placu pełnego straganów ze świeżymi owocami, zaklinaczy węży, pokazów akrobatycznych i głośnej muzyki orientalnej, wychodzą w wielu kierunkach wąskie uliczki marakeskiej mediny wypełnione sklepikami i magazynami z milionami pamiątek, odzieży i wszystkiego czym kusi się turystów do zakupów.
Po kilkunastu minutach wędrówki po tym skomplikowanym labiryncie wylądowaliśmy w uroczym ogrodzie botanicznym Le Jardin Secret – najstarszym zachowanym ogrodzie miasta. Powstał już w XVI wieku i początkowo był typowym ogrodem islamskim: to znaczy, że znajdował się na dziedzińcu (prywatnej przestrzeni). Takie ogrody były często podzielone na cztery części i miały odzwierciedlać symbolicznie raj, gdzie cztery rzeki wypływają ze źródła i płyną w cztery strony świata.


W ogrodzie botanicznym Le Jardin Secret (fot. P. Czaja)
I pokonując kolejne wąskie uliczki trafiamy do perełki kulturowej Marrakeszu czyli największej koranicznej szkoły, to jest do Medresy Ben Youssef’a, działającej jako jeden z najważniejszych ośrodków edukacyjny Muzułmanów w okresie od XIV wieku do 1960 roku. Po jej zamknięciu jako ośrodka edukacyjnego, od 1982 roku została udostępniona społeczeństwu jako zabytek do zwiedzania i jak piszą wszystkie przewodniki codziennie odwiedza ją „dziki tłum turystów”, do którego i my dołączyliśmy. Trzeba przyznać, że już sam dziedziniec medresy, artystyczne dzieło sztuki, wprawia w zachwyt. W tym uroczym obiekcie można zwiedzić również całą infrastrukturę edukacyjną i socjalną placówki.
Po tej fascynującej wizycie czas na odpoczynek. Biuro Rainbow wizyty turystyczne w poszczególnych krajach zawsze łączy z prezentacjami niektórych ciekawych zawodów. Maroko znane jest z obfitości przypraw i produktów zielarskich. Zatem w tym przypadku grupa odwiedziła zielarnię berberyjską. Uczestników posadzono na wygodnych ławeczkach, a miejscowy specjalista od ziół, przypraw i kosmetyków, łamaną polszczyzną przez godzinę zachwalał cudowne właściwości wybranych produktów. Przez kolejną godzinę dokonując – w moim odczuciu niemal zbiorowej hipnozy – uczestnikom grupy wrzucał do koszyków najróżniejsze produkty, oczywiście oferując kolosalne upusty. Kupisz dwa – trzeci za darmo! Osobiście nie jestem do tego przekonany, bo przeważnie nie znam wszystkich cen w normalnej ofercie sklepowej. Wiem tylko, że przy innej tego typu wizycie, po zastosowaniu przez właściciela kolosalnych i specjalnych dla nas upustów oraz zniżek, zakupione w euforii dobra były ciągle droższe od tych, które można było kupić w ulicznych sklepikach.
Po wizycie w zielarni – jeszcze krótki pobyt na placu Dżami al-Fana i wyjazd od innego fantastycznego miasta Maroka – wspomnianej już na wstępie – ponad trzy milionowej Casablanki. Do Marrakeszu jeszcze wrócimy w powrotnej drodze z północy do Agadiru.
Mimo, że Casablanka jest największym miastem Maroka – nigdy nie była i nie jest jego stolicą. W historii tego kraju cztery tak zwane miasta cesarskie pełniły rolę stolicy (Fez, Marrakesz, Meknes oraz Rabat). Casablanka jest głównym ośrodkiem przemysłowym i kulturowym oraz największym portem morskim Maroka. W naszym programie poświecono temu miastu niewiele uwagi, choć uczestnicy byli dobrze zorientowani w niektórych epizodach związanych z miastem zwłaszcza za sprawą głośnego filmu „Casablanca”. Naturalnym więc było pytanie o słynną kawiarnię „Rick Blaine”. Chociaż filmu nie kręcono w Casablance, to lokal tego klubu funkcjonuje do dzisiaj jako kawiarnia „Rick Cafe” z tą filmową scenografią i jest mocno oblegany, głównie przez turystów.
Nasza pani Katarzyna – pilot Biura Rainbow – skutecznie nas wystraszyła stopniem przestępczości w tym mieście, tak że nikt z obecnych nie pokusił się o nocny spacer po mieście choćby w okolicach hotelu.
Kolejny dzień rozpoczął się od zwiedzenia – jak zapowiedziano – jednego z największych meczetów na świecie wybudowanego na życzenie Króla Hassana II w latach 1986–1993. Istotnie już sam plac przed meczetem robi wrażenie. Jego wielkość jest podyktowana potrzebą zgromadzenia na piątkowej głównej modlitwie około 100 tysięcy wyznawców islamu, którzy nie pomieszczą się żadną miarą w środku obiektu. Do świątyni przylega minaret o wysokości 210 metrów, co czyni go drugim pod względem wysokości minaretem na świecie i najwyższą budowlą w Maroku.
Meczet Hassana II, to arcydzieło architektury arabsko-muzułmańskiej. Jest jednym z najpiękniejszych budynków sakralnych na świecie. Meczet może pomieścić 25 tysięcy uczestników modlitwy rozmieszczonych w świątyni według precyzyjnego schematu. Salę modlitewną charakteryzuje prostokątny kształt i wielkość w proporcjach: 200 m długości, 100 m szerokości i 60 m wysokości. Powierzchnia zabudowana sięga 20 000 m2. Cała posadzka wyłożona jest dywanami o łącznej powierzchni 22 400 m2. Na czas zwiedzania przez turystów, dywany są zwijane odkrywając tym samym misterną i piękną mozaikę kamiennej posadzki.
Podobnie imponującą formę i wykonanie reprezentuje dach i sufity meczetu. Nawę główną zakrywa konstrukcja pozwalająca na otwarcie dachu tak, że obecni w meczecie zobaczą błękit nieba. Nawy boczne sklepiają kasetony, każdy w wykonaniu innego mistrza i każdy innej misternej konstrukcji.


Wystrój sufitów meczetu. Z lewej – nawa główna, z prawej – kasetony nad nawami bocznymi (fot. P. Czaja)
To już wiemy z wcześniejszych wizyt, że do meczetu można wejść tylko w odpowiednim stroju. Panie winny mieć zakryte głowy chustami, zakryte ramiona i kolana. Panowie spodnie przykrywające kolana i oczywiście wszyscy wchodzą bez obuwia. W tym meczecie nie było półek na buty – jak jest w większości innych – ale wszyscy otrzymali specjalne woreczki, do których zabiera się buty i nosi w czasie całej wizyty.
Pod świątynią główną znajduje się imponująca infrastruktura. Meczet ma dwie piwnice, z których większość została przygotowana jako sale ablucji (jedna dla mężczyzn, druga dla kobiet). W sali ablucji znajduje się 45 marmurowych fontann przedstawiających kwiaty lotosu i łącznie 600 kranów dookoła. Układ tych pomieszczeń pozwala wielu wiernym na odprawienie rytuału ablucji w lepszych warunkach i swobodne przemieszczanie się pomiędzy salą ablucji a salą modlitw.
W skład infrastruktury wchodzą także hammamy (łaźnie), toalety, łaźnie tureckie i wszystko co muzułmanom jest potrzebne do uroczystego i godnego świętowania.
Opuszczając to miejsce odnosi się wrażenie, że podobnie jak w chrześcijaństwie, które posiada tysiące wspaniałych świątyń, także wyznawcy islamu poprzez wielkość oraz przepych wybranych meczetów prezentują wielki szacunek dla swojego Proroka i głęboką wiarę w swego jedynego Boga Allacha. Krajobraz Maroka jako kraju w 99 proc. muzułmańskiego jest podobny do polskiego z tym, że nad każdą miejscowością, nawet najmniejszą, góruje charakterystyczna czworoboczna wieża meczetowego minaretu, tak samo jak nad każdym polskim miastem i wsią górują strzeliste wieże katolickich kościołów.
Po zwiedzeniu meczetu krótka wizyta na placu Mohameda V, który jest sercem administracyjnym i historycznym Casablanki (Maroko). Plac powstał w 1916 roku podczas francuskiego protektoratu i łączy tradycyjną mauretańską architekturę z francuskim stylem Art Deco. Znajdują się tu między innymi duża, wielopoziomowa fontanna muzyczna. Ze względu na ogromne stada gołębi w pełni oswojonych i zaprzyjaźnionych z ludźmi, miejsce to jest nazywane przez lokalnych mieszkańców „Placem Gołębi”.
Plac otaczają majestatyczne gmachy, między innymi budynek Prefektury (Wilaya) z 50-metrową wieżą zegarową, Pałac Sprawiedliwości (Palais de Justice) oraz Bank Al-Maghrib.


Casablanca – Plac Mohameda V. zwany też „Placem Gołębi” (fot. P. Czaja)
Po tej krótkiej, ale emocjonującej wizycie ruszyliśmy na północ poznawać kulturową mozaikę Maroka: od Casablanki do Asillah. Mknąc dobrej klasy autostradą (choć bez pasa awaryjnego) ominęliśmy stolicę Maroka miasto Riad i już wczesnym popołudniem zwiedziliśmy urocze miasteczko Al. Araisz (Larache), a w nim pięknie położoną medinę z widokiem na port. Spacer przy Forcie Al Kabibat, wizyta w hiszpańskiej części miasta ze wspaniałą architekturą kolonialną – w tym nieliczne ślady chrześcijaństwa – kościół Nuestra Signora del Pilar (nawiązujący do hiszpańskiej Saragossy gdzie znajduje się słynna statua Matki Bożej na Słupie).


Miasteczko Al Araisz (Larache) z kościołem i centrum hiszpańskim (fot. P. Czaja)
Po wyczerpującym spacerze w uroczej medinie była chwila odpoczynku nad brzegiem oceanu w otoczeniu śnieżnej bieli kolumn i błękitu kamiennej ławeczki.


Al. Araisz – odpoczynek na promenadzie nad oceanem (fot. P. Czaja)
Ostatni etap to dzień 17 maja 2026 roku i miasteczko Asillach, które co roku zmienia swój wygląd. Za sprawą Międzynarodowego Festiwalu Kultury. Każdego roku zjeżdża się tu liczne grono artystów, którzy – przemalowując całe miasto – zmieniają je licznymi muralami nie do poznania. Zachwycają także: Brama Al Kasbah, masywne mury obronne wraz z wieżą obronną EL Kamra – wzniesione przez Portugalczyków w XV wieku.


Assilach – urocza medina i mury obronne miasta (fot. P. Czaja)


Assilach – miasto barwnych murali. (Fot. P. Czaja)
Kolejny dzień to dalsza podróż na północ, aż do Cap Spartel – miejsca gdzie Atlantyk łączy się z Morzem Śródziemnym. Tam z wieży widokowej można zobaczyć właśnie miejsce połączenia Oceanu Atlantyckiego z Morzem Śródziemnym, a przy sprzyjającej pogodzie i widoczności – również kontynent europejski czyli Gibraltar.


Widoki z wieży na przylądku „Cap Spartel” (fot. P. Czaja i Z. Rzemiński)
To piękny i dobrze zadbany zakątek Maroka. Kolejnym etapem była wizyta w mieście Tanger. Wędrówka po medinie przez jej główny plac – Grand Socco, przy którym usytuowany jest meczet i kościół anglikański św. Andrzeja. Zwiedzanie muzeum Kasby – dawnego pałacu królewskiego, pełniącego obecnie funkcję muzeum archeologicznego oraz muzeum marokańskiej sztuki współczesnej. Krótki spacer wąskimi uliczkami mediny, pobyt na punkcie widokowym oraz możliwość zakosztowania miejscowych potraw w licznych kafejkach i restauracjach.


Spacer po wąskich uliczkach Tangeru (fot. P. Czaja)
Ruszyliśmy dalej. Na kursie było miasteczko Tetuan, dawna stolica protektoratu hiszpańskiego w Afryce. Zwiedzanie miasta, a w nim główny plac z Konsulatem hiszpańskim i kościołem, spacer pod pałac królewski oraz przejście przez starą część miasta.


Tetuam – na placu Hassana II z widokiem na wejście do pałacu królewskiego (z prawej) (fot. P. Czaja)
Po noclegu wyruszyliśmy w kierunku miasta Fez, ale po drodze zatrzymaliśmy się w błękitnym miasteczku o nazwie Chefchauan – tytułowym kolorze naszej wyprawy. Istotnie w starej części miasta wszystkie obiekty malowane są na niebiesko.
Zwiedzając wąskie uliczki – pełne jak wszędzie – pamiątek w kolorze błękitnym, przypraw i charakterystycznej odzieży, na głównym placu spotkaliśmy między innymi historycznego sprzedawcę wody. W przeszłości – jeszcze wcześniej przed naszymi ulicznymi saturatorami z wodą sodową w Maroku ożywczy łyk wody można było nabyć od takiego sprzedawcy, który nosił ją w skórzanej torbie, a swoją obecność sygnalizował głośnymi dzwonkami i osobliwym ubiorem.


Błękitne uliczki Chefchauan (z lewej) i legendarny sprzedawca wody z dzwoneczkami z prawej (fot. P. Czaja)
Po zwiedzeniu miasta wypiciu kawy ruszyliśmy do słynnego miasta Fez – pierwszej stolicy Maroka i miasta uważanego za najlepiej zachowane średniowieczne miasto w krajach muzułmańskich. Osobliwością tego miasta jest Medina z około dziewięcioma tysiącami krętych i bardzo wąskich uliczek, pośród których zagnieżdżone są najwspanialsze obiekty tego miasta, a według niektórych najpiękniejsze w całym świecie muzułmańskim. W naszym programie znalazły się trzy elementy: Spacer po uliczkach mediny, wizyta w oryginalnej garbarni skór, oraz wstęp do sali restauracyjnej ulokowanej w historycznym obiekcie.
Wchodząc do garbarni, ulokowanej w centrum mediny, każdemu wręczano liść mięty, aby nim łagodzić bardzo niemiły zapach w całym obiekcie. Celem wizyty była oczywiście promocyjna sprzedaż pięknych wyrobów ze skóry. Z balkonu można było zaobserwować w dole kadzie z roztworami garbująco barwiącymi skóry. Tu powtarzam co już napisałem wcześniej, że oferowane produkty w tak zwane „good price” – czyli wielkie upusty i promocje na sprzedawane tu wyroby są ułudą. Przykładowo – zaoferowany mi pasek skórzany do spodni miał być tylko za 30 Euro. Identyczny nabyłem w handlu ulicznym za 10 dolarów (10 USD).
Choć już wyrażałem już swój zachwyt nad urokiem medresy Ben Youssef’a w Marrakeszu to tu należy skorygować to stwierdzenie. Za najpiękniejszą Medresę w świecie muzułmańskim uważana jest Medresa Al Attarine w Fezie. Swoją nazwę wzięła od pobliskiego souqu, na którym sprzedawano zioła i perfumy. Ta szkoła koraniczna, w której studenci studiowali Koran i prawo islamskie założona została w XIV wieku przez sułtana z dynastii Marynidów. To jeden z najpiękniejszych przykładów architektury marynidzkiej w całym Maroku i miejsce, do którego mogą wchodzić turyści. Dzisiaj bowiem służy jako zabytek i atrakcja turystyczna. Ozdobiona jest przepięknymi, kolorowymi mozaikami zellige, misternie rzeźbionymi stiukami oraz akcentami z drewna cedrowego. Po przekroczeniu wejścia do medresy wejdziesz na wspaniały dziedziniec z fontanną w jego centralnej części, która służyła jako miejsce rytualnych obmyć. Nad salą modlitewną, która znajduje się po przeciwnej stronie od wejścia warto zwrócić uwagę na wspaniałe sklepienie pełne zdobień.
Tu muszę się przyznać do mojej dużej wpadki, że nie wymogłem na organizatorze wycieczki zwiedzania właśnie tej medresy. Dlaczego?
Jesteśmy grupą wychowanków AGH i okazało się, że w naszym gronie była pani Natalia Pielok-Rudzka, która tam na miejscu poprosiła o możliwość odwiedzenia tej medresy, gdyż jej ojciec prof. Jan Pielok w 1974 roku (wtedy dr inż.) kierował wyprawą naukową pod kryptonimem „Bari 74”, podczas której grupa studentów z Wydziału Geodezji Górniczej AGH – z koła Naukowego Geodetów – wykonała fotogrametryczną inwentaryzację tego obiektu. Wyprawa „Bari ’74” to legendarny początek zagranicznych obozów naukowych Koła Naukowego Geodetów AGH rozwijanych w latach siedemdziesiątych XX wieku przez Zrzeszenie Studentów Polskich. Nazwa wyprawy pochodzi od pierwotnego celu podróży (włoskiego miasta Bari), który ostatecznie zmieniono. Inicjatywa dała początek wieloletniej tradycji inwentaryzacji zabytków między innymi w Afryce i na Bliskim Wschodzie przy znacznym udziale Komitetu UNESCO i jego skromnym wsparciu dewizowym. Studenci sami ze swojego kieszonkowego wynoszącego 130 USD wykupionego na podstawie tak zwanej promesy wpłacili po 80 USD na cele wspólne jak paliwo, bilety na prom autostrady itp. Na swoje wydatki zostawili sobie po 50 USD. Wyprawa samochodem Star A29 z Krakowa do Fezu przez całą Europę Zachodnią na trasie: NRD, RFN, Szwajcaria, Francja, Hiszpania, Maroko i powrót: Algieria, Tunezja, Włochy, Jugosławia, Austria, Czechosłowacja trwała od 11 sierpnia 1974 roku do 3 listopada 1974 roku. Rozpoczęła się uroczyście na Rynku Krakowskim i tam też się szczęśliwie zakończyła.
Po sygnale pani Natalii tam na miejscu – uzmysłowiłem sobie przecież, że jako przewodniczący Komisji Nauki w Radzie Uczelnianej ZSP byłem pośrednio włączony w przygotowania do tej wyprawy zainicjowanej w październiku 1973 roku. Znałem większość jej uczestników, a z niektórymi jak: Antoni Myłka, Paweł Madejski, Adam Boroń, czy Krystian Wachowski – kierownik wyprawy – mam ciągle kontakt. Profesor Jan Pielok – niestety pożegnał nas cztery lata temu, ale Stowarzyszenie Wychowanków pod moim kierownictwem wspierało Go w trudnych chwilach związanych z kłopotami zdrowotnymi.
Pani Natalia oddaliła się od grupy z miejscowym przewodnikiem i wykonała kilka zdjęć medresy.

Poniżej oryginalne zdjęcie z prac ekipy studenckiej przy pomiarach.

– w 1974 roku (fot. Internet – 5]
To wspaniała historia, która mogła stać się ważnym elementem naszej wyprawy. Niestety moja pamięć po 60 latach lekko zawiodła, dlatego zainteresowanych odsyłam do opracowania o tej wyprawie wykonanego przez pana Jerzego Przywarę w 2011 roku i dostępnego na stronie internetowej: geoforum.pl/teledetekcja/bari
Bardzo szkoda – byliśmy tak blisko!
Po wizycie w garbarni i składzie tkanin odwiedziliśmy ciekawe wnętrze restauracji o wystroju charakterystycznym dla architektury Maroka.
Podobne zdobienia ścian spotkaliśmy w Hotelu Mounia Fes, gdzie gościliśmy tej nocy.
Żegnając Fez zwiedzamy manufakturę marokańskiej ceramiki, która czaruje arcydzieła wypalane z gliny i surowców ilastych.


Arcydzieła marokańskiej ceramiki (fot. P. Czaja)
Teraz już udaliśmy się już w kierunku Agadiru, ale po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na nocleg w Marrakeszu, gdzie ponownie odwiedziliśmy wielki plac Jamaa el Fna w celu dokonania ostatnich upominkowych zakupów. Na kolejny poranek w Marrakeszu planowane były loty balonem, na które było kilkoro chętnych, ale zabrakło miejsc, więc nikt nie poleciał. Wyruszyliśmy do Agadiru zwiedzając po drodze Croco Park, w którym można było podziwiać aż 300 osobników krokodyla nilowego– drugiego największego gatunku tych gadów na świecie – a także gigantyczne żółwie i iguany. Miłośników flory ucieszył znajdujący się na terenie parku urzekający ogród botaniczny z roślinami z całego świata. I jeszcze zdjęcie „Kapeluszy z AGH” w paszczy krokodyla i pojechaliśmy do hotelu gdzie do wylotu delektowaliśmy się urokiem oceanicznej plaży i pięknej agadirskiej nadmorskiej promenady.
Podsumowanie
Marokańska przygoda 2026 roku to kolejna akcja Stowarzyszenia Wychowanków AGH wypełniająca misję tej organizacji. W wyprawie uczestniczyło 30 osób w tym znacząca większość to absolwenci uczelni i ich małżonkowie oraz osoby bliskie. Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za udział w wyprawie oraz stworzenie wspaniałej atmosfery. Bije się w piersi, że mimo dobrej współpracy z biurem podróży Rainbow nie pokusiłem się o korektę programu, tak aby między innymi zwrócić uwagę na wątek związany z Medresą Al Attarine w Fezie, gdzie w 1974 roku studenci Koła Naukowego Geodetów pod opieką dr Jana Pieloka w ramach programu „Bari 74” dokonali fotogrametrycznej inwentaryzacji tego obiektu. Trzymiesięczna wyprawa została oceniona bardzo pozytywnie między innymi przez Polski Komitet UNESCO, który wsparł finansowo przedsięwzięcie. Wyprawa ta otwarła drogę do wielu kolejnych międzynarodowych akcji studentów AGH.
Maroko to bardzo ciekawy i piękny kraj, warty odwiedzenia. Choć sytuacja jego mieszkańców jest bardzo zróżnicowana i mało korzystna. W XXI wieku odsetek analfabetów jest ciągle bardzo wysoki. Dużo dzieci nie chodzi do szkoły bo ich na to nie stać. System emerytalny obejmuje tylko administrację rządową, wojsko i policję. Inni o swoją starość musza się zatroszczyć we własnym zakresie. Nie funkcjonuje żadna systemowa ochrona zdrowia. Leczą się tylko najbogatsi w prywatnych placówkach medycznych. Za to bardzo silne są więzy rodzinne. Obowiązkiem dzieci jest zadbać o starych rodziców. Ludzie wzajemnie się wspierają. Wzajemnie świętują zaślubiny, przyjście na świat nowego dziecka i odejście osoby bliskiej, a także tej z sąsiedztwa. Dla nas Europejczyków wiele rzeczy w tym kraju jest niepojęte, ale z drugiej strony państwo to funkcjonuje w miarę harmonijnie i korzysta z wielu zdobyczy techniki. W miastach kursują piękne nowoczesne tramwaje, w kraju funkcjonuje komunikacja kolejowa dużych prędkości zbliżona osiągami do krajów najbardziej rozwiniętych itd. itp.
Będziemy proponować kolejnym grupom wychowanków udział w takich wycieczkach objazdowych. Są męczące, ale warte wysiłku, bo wnoszą do turystycznych i historycznych doświadczeń naszych członków i sympatyków bardzo dużo pozytywnej energii i nowej wiedzy o świecie.
Dziękuje bardzo pani Dagmarze Brelak z biura Rainbow za koordynowanie przygotowań do wyjazdu naszej grupy. Tym razem trochę nas zawiodła miejscowa pani przewodnik, traktująca nas jak przedszkolaków na wyciecze poza przedszkolem.
Jeszcze raz bardzo dziękuję uczestnikom i wszystkim, którzy przyczynili się do odbycia tej pięknej wyprawy zatytułowanej „MAROKO – BŁĘKITNA PÓŁNOC”. Istotnie błękit nieba, błękitne miasteczko i wystrój wielu obiektów towarzyszył nam przez cała naszą wyprawę. A błękit to kolor kojący zmęczone oczy i kolor nastrajający niezwykle radośnie.
Zapraszam na kolejne wyprawy turystyczne i wypoczynkowe ze Stowarzyszeniem Wychowanków AGH.
prof. Piotr Czaja
Prezes Stowarzyszenia Wychowanków AGH
Źródła:
[Internet-1] Strona internetowa: https://leightontravels.com/2023/02/01/heres-looking-at-you-ricks-cafe/
[Internet-2] Strona internetowa: https://www.klubpodroznikow.com/meczet-hasana-ii-w casablance-w-maroku/, opracowanie i foto: Albin Marciniak.
[Internet-4] Strona internetowa:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/71/Medina_of_Fes%252C_Marocco.jpg
[Internet 5] Strona internetowa: https://geoforum.pl/teledetekcja/bari.














